Blogowe opowieści

Właśnie oglądałam zdjęcia z bloga prowadzonego przez pewną młodą, ambitną dziewczynę o wyraźnym talencie dziennikarskim. Jednego dnia autorka pozdrawia z lasu nad Wisłą, drugiego jest już nad morzem, następnego znów w górach. Dokumentuje zdjęciowo swoją pracę.
Kiedy tak przeglądam jej wpisy opatrzone wspaniałymi fotografiami, myślę sobie, że gdybym chciała pokazać swoje codzienne zajęcia związane z pisaniem, miałbym ciężko, a czytelnik ziewałby, aż do wywichnięcia szczęki. Bo wyobraźcie sobie takiego bloga:

Dzień 1
Jestem na stronie 78. Hura, hura… tu zdjęcie strony.

Dzień 2
Jestem na stronie 80. Hura, hura…. tu zdjęcie strony.

Dzień 3
Jestem na stronie 83. O jak pięknie… tu zdjęcie strony.

I tak w kółko przez wiele, wiele dni. Jako jedyna rozrywka raz na jakiś czas wiadomość o skończonym rozdziale. Słabo to widzę.

A jednak blogi wielu pisarzy są naprawdę barwne. To dlatego, że życie wokół jest ciekawe i dostarcza tematów.
Mnie na razie następujących:
o pisaniu, rzecz jasna, bo mam teraz jednocześnie dwie rzeczy w komputerze dużą i mniejszą, więc bardzo mocno jestem zaangażowana w tworzenie,
o dzieciach, bo życie codzienne toczy się bardzo intensywnie wokół nich,
o ogrodzie, który spokojnie sobie zarasta czym chce, bo nikt nie może dla niego znaleźć czasu,
o gotowaniu ekspresowych potraw, bo jeść trzeba, a powinno się nawet smacznie i zdrowo,
o książkach, które mają taką moc, że potrafią wpływać na życie innych
i o małżeństwie, bo niedługo bardzo okrągła rocznica i powiem wam to jest zadanie na życie donieść uczucie do samego końca, mimo iż życie przeszkadza, jak tylko może.

A o czym Wy chcielibyście czytać na moim blogu? Poproszę o podpowiedź 🙂

Ten post ma 8 komentarzy

  1. O czym się akurat nawinie, czyli o czym autorka myśli, co je – a nuż jakiś ciekawy a prosty i szybki przepis się wykorzysta a już na pewno co się teraz pisze? Czy coś nowego czy jakaś kontynuacja 🙂

  2. To się nazywa wsparcie 🙂 Najbardziej wzrusza Twoje przekonanie, że poradzę sobie i z tym czego nie wymieniłam. Mam nadzieję, że nic nowego już nie przyjdzie i teraz będzie tylko z górki oraz szczęśliwie. Dziękuję 🙂

  3. O tym Krysiu, że z wszystkim co wymieniłaś dajesz sobie radę – a nawet że z tym, czego nie wymieniłaś – też sobie dajesz radę – bo masz ogromnie wsparcie męża i dorastających córek!!! Wielkiej weny życzę!!

  4. Dobrze, to następny wpis będzie o moim ulubionym letnim cieście i planach wydawniczych. Na zamówienie 🙂 Dziękuję za podpowiedź.

  5. Gdyby robić zdjęcia książki, 1 dzień – strona 72, drugi dzień – strona 73 itd. to nawet ja, mama 3-miesięcznej córeczki – mogłabym przeczytać sobie to, co aktualnie Pani czyta, albo jeszcze lepiej – gdyby to była książka pisana przez Panią – moglibyśmy strona po stronie czytać ją przedpremierowo. ;D A tak naprawdę wszystko co Pani wymieniła – jest warte uwagi. Jak my bardzo nie zauważamy, jak wiele pięknych rzeczy się wokół nas dzieje i nas spotyka. Właśnie babcia mojego męża jest bardzo chora, to już prawdopodobnie ostatnie jej chwile, a jeśli nie – to najpewniej świadomości już nie odzyska. Ale nigdy tak do końca nie wiadomo. Może jest nadzieja? 🙂 A my? Młodzi, 😉 zdrowi, piękni, 😉 rodzice 10-latki i 3-miesięcznego maleństwa, które każdego dnia dają powody do radości. 🙂 A teraz za oknem, mimo, że w mieście mieszkamy słychać śpiew ptaków. A może by tak je poobserwować? Kończę już czytać świetną książkę, napiszę jej recenzję na bloga i wezmę się za kolejną. Super! 🙂 A dziś będą u nas goście – niestety z powodu choroby babci, ale z dwoma chłopakami w wieku szkolnym, więc czekają nas też miłe chwile. Chyba upiekę ciasto. 🙂
    To, o czym Pani pisze, ta codzienność – każdego dnia przynosi coś nowego, coś na co warto spojrzeć innym okiem. 😉 A jeszcze fotkę strzelić, podzielić się przepisem. Czytelnicy będą wniebowzięci.
    I właśnie maleństwo marudzić zaczyna. Dziś byliśmy z nią na szczepieniu. I dobrze! Niech marudzi. Mamy drugą zdrową córę, mimo iż po drodze do małego cudu też nas wielki ból spotkał. 🙂

  6. Własne strony miałam na myśli, bo w takim mniej więcej tempie powstaje nowa powieść. Czasem przybywa szybciej, a czasem nic, bo wracam i poprawiam, co wcześniej napisałam. a codzienność jest piękna i nie wolno pozwolić, byśmy ją docenili w obliczu jakiegoś nieszczęścia. Lepiej to zrobić póki czas. Niby łatwe, a jednak trudne. Ja ostatnio, ratując się po trudnym doświadczeniu nabrałam zwyczaju dziękowania co wieczór za wszystko co było danego dnia dobre. Z natury raczej jestem optymistką, ale i tak byłam zaskoczona, jak dużo tego. To bardzo mi pomaga. Pozdrawiam Panią serdecznie, życzę babci z serca szybkiego powrotu do zdrowia, córeczce samych dobrych chwil, a Pani i mężowi zwyczajnego, pięknego szczęścia. Dziękuję za długi, wspaniały, mądry list. Sprawił mi wielką radość 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu